RSS
 

SPRZEDAŻ PSÓW I KOTÓW – TYLKO W ZAREJESTROWANYCH HODOWLACH!

28 gru

Nie jest to może temat ściśle związany z prawem cywilnym (choć sprzedaż – jak najbardziej :-) ), ale – moim zdaniem – warto odnotować zmiany w ustawie o ochronie zwierząt. Od dnia 1. stycznia 2012 r. nie wolno hodować psów i kotów w celach handlowych, z wyjątkiem hodowli zarejestrowanych w ogólnokrajowych organizacjach społecznych, których statutowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów i kotów. Nie wolno też będzie sprzedawać zwierząt na targach, targowiskach i giełdach (niezależnie od ich rodowodowego pochodzenia). Zresztą w ogóle nie będzie można sprzedawać psów i kotów poza miejscem ich hodowli lub chowu. Złamanie wspomnianych zakazów jest wykroczeniem i podlega karze grzywny lub aresztu. Wykroczeniem jest zresztą nie tylko sprzedaż, ale też kupno (zagrożone karą grzywny) w warunkach zabronionych przez ustawę (nie dotyczy to schronisk dla zwierząt i organizacji zajmujących się statutowo ochroną zwierząt).

Wykroczeniem jest też puszczanie zwierzęcia bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela. Najprostsze skojarzenie to adresówka, ale oznakowaniem takim będzie też tatuaż, lub mikroczip.

Nie porywam się na omówienie wszystkich zmian w ustawie o ochronie zwierząt. Nie mogłam się jednak powstrzymać, żeby nie wspomnieć o tej „rewolucji”. Wreszcie będzie podstawa do ukrócenia handlu zwierzętami z pseudohodowli, męczenia zwierząt sprzedawanych z torby na targu, czy też w sklepach zoologicznych (tu celowały duże sieciówki – trzeba przyznać, że często obsługa sklepu usiłowała zapewnić zwierzętom dobre warunki, ale i tak ostry zapach moczu kręcił w nosie, a nad kojcem wisieli ludzie cmokający na „śliczności”). Mam szczerą nadzieję, że wprowadzane zmiany ucywilizują zasady obrotu psami i kotami, i poprawią jakość życia naszym „małym braciom”.

Jako miłośniczka zwierząt, a szczęśliwa właścicielka psa, bardzo się cieszę ze wspomnianych zmian.

Mój pies

 

 

 

 

 
 

WŁASNOŚĆ LOKALU W TBS

15 gru

Od 11. października 2011 r. partycypanci (wyłącznie osoby fizyczne) będący jednocześnie najemcami lokalu znajdującego się w zasobach TBS mają szansę stać się właścicielami zajmowanego lokalu. Nie każdy lokal będzie mógł być wyodrębniony i sprzedany. Dotyczy to wyłącznie lokali:

1)      które zostały wybudowane przy wykorzystaniu kredytu udzielonego przez Bank Gospodarstwa Krajowego;

2)      co do których wniosek o kredyt został złożony do dnia 30. września 2009 r.

3)      co do których zostanie podjęta decyzja o wyodrębnieniu lokalu na własność przez  zgromadzenie wspólników, walne zgromadzenie akcjonariuszy albo walne zgromadzenie.

Należy podkreślić, że odrębną własność takiego lokalu nabywa się bez obciążeń hipotecznych (jest to konsekwencja uregulowań dotyczących ceny).

Regulacje te dotyczą także lokali wybudowanych na wynajem przez spółdzielnie mieszkaniowe z pomocą kredytu udzielonego przez Bank Gospodarki Krajowej. Chcących poznać szczegóły odsyłam do art. 33e do 33k ustawy o niektórych formach popierania budownictwa mieszkaniowego z dnia 26. października 1995 r. (tekst jedn. Dz. U. z 2000 r., nr 98, poz. 1070 ze zm.).

 

UMOWA DEWELOPERSKA

02 gru

Miałam przyjemność uczestniczyć ostatnio w III Kolokwium Jagiellońskim dotyczącym umów deweloperskich. Temat bardzo na czasie, gdyż niedawno (16. września 2011 r.) sejm uchwalił ustawę o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego (dla zainteresowanych: Dz. U. nr 232 poz. 1377) regulującą właśnie kwestię umowy deweloperskiej.  Ustawa wchodzi w życie 29. kwietnia 2012 r.

Nie ma co ukrywać: ustawa została poddana przez uczestników konferencji gruntownej krytyce. Trudno się nie zgodzić z niektórymi argumentami. Wszystko „wyjdzie w praniu”, ale moim zdaniem – mimo wszystko – pozytywna jest próba zabezpieczenia interesów osób kupujących mieszkanie. Na razie przewaga dewelopera nad kupującym jest znaczna, a ryzyko niepowodzenia w większej mierze obciąża kupującego. Ideą nowej ustawy jest zmiana tego stanu rzeczy. Między innymi wprowadzono obowiązkowy rachunek powierniczy. Pomysł jest taki, by całe środki kupującego zgromadzone były na rachunku w banku i deweloper mógł z nich korzystać albo po zrealizowaniu całej inwestycji, albo w trakcie, jednak sukcesywnie po wykonaniu danego etapu budowy.

Nie zamierzam tutaj omawiać szczegółowo umowy deweloperskiej, jednak to co jest bardzo ważne dla kupujących to, że:

1)      deweloper ma obowiązek szczegółowego informowania o inwestycji – ma sporządzić prospekt informacyjny;

2)      umowa między deweloperem a osobą fizyczną (czyli zwykłym człowiekiem) ma być zawarta w formie aktu notarialnego i zawierać określone elementy (tego już musi dopilnować notariusz, więc nie ma potrzeby wymieniania ich tutaj, zwłaszcza że trochę tego jest – art. 22 ustawy).

Warto o tym wiedzieć, gdyż umowa zawarta z deweloperem bez zachowania formy aktu notarialnego  będzie po prostu nieważna. Zachęcam osoby zainteresowane kupnem mieszkania po kwietniu 2012 r. do lektury tej ustawy, a przynajmniej do skonsultowania umowy deweloperskiej – co ważne – przed jej podpisaniem.

 
 

UBEZWŁASNOWOLNIENIE – KRZYWDA, CZY POMOC?

13 lis

Osobiście nie mam wątpliwości jaka jest odpowiedź na tak postawione pytanie. Problem w tym, że osoby, których to dotyczy (rodzina osoby, która powinna być ubezwłasnowolniona) albo zadają sobie takie pytanie, albo – co gorsza – już go nie zadają (bo „co by ludzie powiedzieli”). Prowadzę takie sprawy i z mojego doświadczenia wynika, że bliscy osób chorych często przeżywają katusze związane z obawą przed tzw. odbiorem społecznym. Trzeba zrozumieć, że ubezwłasnowolnienie ma służyć osobie ubezwłasnowolnionej. To nie kara dla takiej osoby, czy też próba odebrania człowieczeństwa (i z taką opinią się spotkałam!), tylko konieczność prawna. Przede wszystkim o ubezwłasnowolnieniu decyduje sąd okręgowy po przeprowadzeniu postępowania sądowego i – co istotne – badaniu przez biegłych. Nie są to decyzje podejmowane pochopnie.

Często zdarza się, że decyzja o wszczęciu sprawy o ubezwłasnowolnienie spowodowana jest chęcią oddania krewnego do domu opieki. Nie ma co ukrywać, jest to decyzja trudna i przykra. Z całą pewnością odbierana bardzo źle przez otoczenie. Tylko, że to otoczenie już nie myśli o tym, że np. opieka całodobowa nad chorą osobą, która wychodzi i nie pamięta jak się nazywa i gdzie mieszka, albo która odkręca gaz w kuchni i zapomina po co to zrobiła (przykłady można mnożyć) jest bardzo często ponad siły i możliwości i fizyczne i finansowe bliskich.

Zdarza się, że nie ma osób, które mogą wszcząć postępowanie sądowe: małżonka, krewnego w linii prostej (rodzice, dziadkowie, dzieci, wnuki itd.), rodzeństwa lub przedstawiciela ustawowego). Nie jest to sytuacja bez wyjścia. Każdy może zawiadomić prokuraturę, że jest osoba, która powinna być ubezwłasnowolniona. Prokurator ma obowiązek sprawdzić, czy rzeczywiście stan zdrowia danej osoby kwalifikuję ją do ubezwłasnowolnienia i ewentualnie wnieść sprawę do sądu.

 

 

ADOPCJA 40-LATKA

04 lis

Ostatnio znajomy cywilista zwrócił moją uwagę na, trochę już przebrzmiały artykuł, dotyczący małżeństwa Łapickich http://www.se.pl/rozrywka/plotki/kamila-i-andrzej-lapiccy-adoptuja-40-latka_208897.html. Tym, którym nie chce się czytać artykułu w skrócie wyjaśnię, że dotyczy rozważań o rzekomych problemach pp. Łapickich z adopcją. Dla mnie to jawny przykład, że prasa nie zawsze jest rzetelnym źródłem informacji prawnej.

Do rzeczy jednak, czyli do prawa. Z zaskoczeniem dowiedziałam się, że p. Andrzej Łapicki może adoptować 40-latka, gdyż różnica wieku między adoptującym, a adoptowanym nie powinna przekraczać jednego pokolenia (przy okazji wyrażę współczucie dla prof. Henryka Haaka, którego wypowiedź została, z całą pewnością, użyta w nieco odmiennym kontekście od zamierzonego). Jednak wiek p. Kamili Łapickiej stoi takiej adopcji na przeszkodzie. Wypada mi tylko pocieszyć autora artykułu (bo przecież nie osoby mające wątpliwą przyjemność zostać bohaterami newsa), że to nie wiek małżonków, a wiek potencjalnego 40-latka jest przeszkodą nie do usunięcia. „Przysposobić (adoptować) można osobę MAŁOLETNIĄ tylko dla jej dobra” (art. 114 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego). Osobę małoletnią, czyli przed osiągnięciem 18 roku życia.

Sensacyjna informacja okazała się – jak można było przypuszczać – kaczką dziennikarską. Nie będę ukrywać, że dostarczyła mi rozrywki i mam nadzieję, że czytelnikom także. Na pewno nie można tego powiedzieć o głównych zainteresowanych, którym mogę tylko życzyć wielu lat szczęścia.